4 sierpnia 2006, 345 Określenie "Zielona Wyspa" w stosunku do Irlandii nie jest absolutnie przesadzoną reklamą. Gdy tylko wyjedzie się poza
kosmopolityczny, nowoczesny Dublin od zieleni nie można się opędzić.. Piękne miejsca, tak zielone jakby pomalowane. Wczoraj z
Wiktorem (nie ma to jak spotkać znajomych dosyć daleko od domu) przejechaliśmy 400km wzdłuż całej Irlandii ze wschodu
na zachód, więc się naoglądaliśmy podobnych widoków mnóstwo, to tylko jeden z wielu..
5 sierpnia 2006, 346-347 Wiktor i jego służbowa fura :)
Limerick zdecydowanie rozczarowujący. W zasadzie nie ma tam zbyt wiele ciekawych miejsc. Trzecie co do wielkości miasto Irlandii nie jest ani turystyczne ani przemysłowe, takie trochę żadne. Brudne, zaśmiecone ulice, nieciekawe dzielnice, podobnie jak w Polsce sporo stojących żuli, tyle że tu różnokolorowych. Do tego bardzo ciekawe, ale dosyć przytłaczające domy z ciemnego kamienia i cegły oraz oczywiście Polacy na każdym kroku, w Burger Kingu, parkach, ulicach, wszędzie..
Góry wyrastające tuż nad Atlantykiem, a często wręcz z niego, tworzą niezwykle poszarpane brzegi i kamieniste plaże zalewane
nieustannie wodą przejrzystą jak z reklamy. Ta na zdjęciu powyżej, piaskowa jest jedną z niewielu. Jak się bardziej wychylić widać
Amerykę (:
Ocean wdzierający się wgłąb lądu tworzy długie zatoki, z czasem przeradzające się w małe jeziora takie jak to. W Irlandii trudno
znaleźć jezioro bez wyspy, zawsze się jakaś znajdzie, czasem rośnie na nich jeszcze nie wycięty las, a czasem wystają śmieszne,
"kieszonkowe zamki" - małe konstrukcje z kamienia.
Zamek ten dawniej był podobno zamkniętą szkołą z internatem dla nieprzystosowanych społecznie dziewczyn z bogatych domów,
w którym panował typowo angielski rygor. W każdym bądź razie trudno było uciec (:
To jedno z najbardziej hipnotyzujących miejsc na świecie. Ciężko z tamtąd wyjechać i to nie przez korki...
Klify przy 'Głowie św. Patryka'. Irlandczykom odbija na punkcie swojego
patrona. Począwszy od obowiązkowego upicia się do nieprzytomności z okazji
jego święta aż do nazywania różnych miejsc kraju jego imieniem albo jego głową czy ręką.
Dawne łódzkie fabryki od środka czyli wycieczka na Tymienieckiego. Chodzimy po ruinach i miękkich podłogach (:, szukamy mieszkania i urządzamy w wyobraźni :)
Lista obecności: Kaś, Piter, Raff i ja.